Fragment plakatu filmowego. Marcin Dorociński jako posągowy Witold Urbanowicz.

Polacy doskonale wiedzą, kto najskuteczniej walczył latem 1940 nad Londynem, Anglicy zapomnieli, świat nie ma o tym pojęcia.

W naszym kraju legenda Dywizjonu 303 jest ciągle żywa, również dzięki książce Arkadego Fiedlera, która powstała już podczas II wojny światowej i opowiadała o niezwykłych wyczynach polskich lotników – świetnie wyszkolonych, zdeterminowanych i szalenie efektywnych.

Autor wspomina, że jego dzieło początkowo przyjęto z entuzjazmem w Anglii, Stanach Zjednoczonych, czy we francuskiej Kanadzie, ale z czasem pamięć o wyczynach naszych lotników znikała ze świadomości ludzi Zachodu.

Co prawda w 1969 powstał angielski film ,,Bitwa o Anglię”, ale wątek polskich żołnierzy jest jedynie epizodyczny, obraz pokazuje ich, gdy podczas lotu treningowego wbrew rozkazom włączają się do walki i są upominani przez angielskiego dowódcę, by nie rozmawiali w swoim ojczystym języku. Ku zgorszeniu Fiedlera, Polacy przedstawieni są jako rozgadani, ,,niesforni, nierozgarnięci uczniacy”, ale dzięki ich skuteczności dowództwo angielskie dopuszcza cudzoziemców do walki.

Na szczęście kino na nowo odkryło temat niezwykłego bohaterstwa polskich lotników.

78 lat po bitwie o Anglię, możemy oglądać film, który pokazuje to wydarzenie, a także ten sam moment, gdy Ludwik Paszkiewicz w trakcie lotu treningowego odłączył się od grupy i zestrzelił niemiecki myśliwiec, z naszej perspektywy.

Reżyser filmu ,,303. Bitwa o Anglię” – David Blair – przedstawia wciągającą historię sławnego Dywizjonu 303 stacjonującego w Northolt, a centralną postacią filmu uczynił zawadiackiego Jana Zumbacha, który z fantazją przedarł się do Anglii, by dołączyć do kolegów lotników. Zaangażowanie do tej roli gwiazdy ,,Gry o tron” – Iwana Rheona to zapewne chwyt marketingowy, podobnie jak obsadzenie Milo Gibsona, syna Mela, jako Johna Kenta, dzięki któremu film zainteresuje nie tylko polskich widzów.

Witold Urbanowicz, tak jak w książce Fiedlera, przedstawiony jest jako postać niezłomna, wręcz posągowa, to zdyscyplinowany żołnierz, który pragnie po prostu walczyć. Wielbiciele Marcina Dorocińskiego mogą być trochę zawiedzeni, że grany przez niego polski dowódca nie jest w centrum uwagi, ale w gruncie rzeczy mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym.

Pojawiają się zatem kolejni bohaterowie Dywizjonu 303, znani także z relacji Fiedlera, m.in.: Król, czyli Zdzisław Krasnodębski (Radosław Kaim), Tolo – Witold Łokuciewski (Sławomir Doliniec), Mirosław Ferić (Filip Pławiak), a także zadziorny i nieokiełznany Czech – Josef František. Wydaje się, że niepotrzebnie wprowadzono fikcyjną postać młodego, nadwrażliwego Gabriela Horodyszcza, który nie może zmusić się do zabicia drugiego człowieka, nawet jeśli jest to niemiecki żołnierz.

Anglicy początkowo traktują Polaków lekceważąco, podejrzewają lotników o nieudolność, sądzą, że ich morale musi być bardzo niskie.

Wszak Niemcy pokonali nasz kraj tak szybko, przegraliśmy, jak wykrzykuje w filmie John Kent, który nawet prosi o przeniesienie, nie wierząc we współpracę z Polakami. Kolejnym problemem jest słaba znajomość języka angielskiego oraz brak treningu na zaawansowanych technicznie maszynach angielskich, co ilustruje chociażby scenka, gdy jeden z pilotów zapomina o wysunięciu podwozia przy lądowaniu. Podkreślona jest determinacja Polaków, którzy nie mogą znieść bezczynności, pragną walczyć z Niemcami, wyrównać z nimi rachunki za stratę bliskich, krzywdy z 1939, pokazane jedynie w migawkowych retrospekcjach.

Tak jak w relacji Fiedlera, podczas walki Polacy pokazują, że wszelkie stereotypy nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości i stopniowo podbijają serca Brytyjczyków swą odwagą, bezkompromisowością i mistrzostwem w sztuce pilotowania myśliwców, które zawdzięczają doskonałemu wzrokowi, błyskawicznie podejmowanym decyzjom i żelaznym nerwom.

Fiedler podkreśla, że chłopcy z kościuszkowskiego Dywizjonu byli ,,zdrowi, jędrni, krzepcy, przystojni. Nie dziw, ze leciały na nich dziewczyny”.

W filmie także pojawiają się wątki miłosne, a główna bohaterka Philis Lambert (świetna Stefanie Martini), pracownica centrum dowodzenia, próbuje dać trochę szczęścia lotnikom, nim zginą w kolejnej walce. Rozdarta jest między poczuciem obowiązku wobec zarozumiałego angielskiego lotnika a fascynacją szalonym i szarmanckim Zumbachem. Dziewczyna rozumie, że w obliczu możliwej śmierci żołnierze niepewni jutra pragną poczuć bliskość, wsparcie drugiej osoby.

Film unika nadmiernego patosu, pokazuje bohaterów jako ludzi z krwi i kości.

W życiu lotników chwile zabawy, gdy tańczą z pięknymi dziewczynami, piją na umór, przeplatają się z momentami maksymalnego skupienia, gdy wirują na niebie w morderczych zmaganiach z wrogiem, oraz czasem gorzkiej refleksji o ulotności ludzkiego życia, gdy żegnają swych towarzyszy poległych w boju.

Żal widza wywołany śmiercią kolejnych lotników równoważą sceny humorystyczne, jak choćby pertraktacje Zumbacha z niemieckim żołnierzem, jego żartobliwe tłumaczenie wystąpienia nadętego Anglika, czy badanie wzroku polskich lotników, którzy potrafią dostrzec nawet najdrobniejszy druk.

Nie ma jednak w filmie happy endu, bo nie było go w rzeczywistości.

Historię Dywizjonu 303 zamyka scena z 8 czerwca 1946 r., w której Jan Zumbach z goryczą stwierdza, że z powodu Stalina nie tylko brakło miejsca dla polskich lotników w Londyńskiej paradzie zwycięstwa, ale są nawet nakłaniani do opuszczenia UK.

Bohaterowie przestali być potrzebni, entuzjazm zgasł, a ważniejsza stała się bieżąca polityka.

Anglicy szybko zapomnieli, kto najskuteczniej walczył nad Londynem. Brytyjsko-polska produkcja „303. Bitwa o Anglię” ma szansę o tym przypomnieć.

Ilona Wilk

„303. Bitwa o Anglię”, tytuł oryg. „Hurricane: Squadron 303”, reż. David Blair, premiera polska: sierpień 2018.

0