Bardzo często cytowany bywa bon mot XIX-wiecznego poety Charlesa Baudelaire’a: „Najpiękniejszą sztuczką Diabła jest przekonanie cię, że on nie istnieje!” (La plus belle des ruses du Diable est de vous persuader qu’il n’existe pas!). Oczywiście ludzie odrzucający istnienie Szatana nie muszą bynajmniej postępować według zasady „Hulaj dusza, piekła nie ma!”, ale nietrudno sobie wyobrazić, że mogą być bardziej podatni na podstępy Szatana, skoro już św. Piotr ostrzegał: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, Diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć” (1 P 5,8). Jeśli uważamy, że Szatana nie ma, nie czuwamy.

Na dodatek nie zawsze kusi on do zła, które jest oczywiste i łatwe do rozpoznania. Częściej przychodzi do nas pod pozorem dobra, proponując złą rzecz ubraną w ładne opakowanie. „Sam bowiem Szatan podaje się za anioła światłości” – napisał św. Paweł (2 Kor 11,14).

Szatanowi łatwiej manipulować ludźmi w świecie, który nie wierzy w jego istnienie.

Niestety pożegnanie z Diabłem stało się aksjomatem dla wielu „nowoczesnych” katolików, którzy wbrew jednoznacznej nauce Kościoła, uważają Szatana jedynie za konstrukt myślowy, mający symbolizować zło. Oczywiście może być także przegięcie w drugą stronę, polegające na tym, że przejawy działania Złego Ducha widzi się dosłownie wszędzie, o czym pisałem w tekście „Satanistyczny Koziołek Matołek”.

Jak pamiętamy z „Mistrza i Małgorzaty” Woland, który przybył do Moskwy, okazał w pewnym momencie zirytowanie pewnością Berlioza i Bezdomnego, że Boga nie ma, Jezus nigdy nie istniał, a Szatan to już zupełne bajeczki. Postawa ta zdaje się przeczyć słowom Charlesa Baudelaire’a.

Tak jakby nawet dla Szatana zderzenie z sowiecką rzeczywistością było przekroczeniem granic, jakie mógł tolerować.

I w konsekwencji na kartach powieści Zły Duch zaczyna dowodzić zadufanym w swój rozum ateistom, że ich logika i ład są ułomne, a Bóg po prostu istnieje.

Sposób ukazania Szatana przez Bułhakowa dla niektórych chrześcijan jawi się jako problematyczny.

Wysuwano nawet zarzuty, że jest to powieść satanistyczna, bo przedstawia go w zbyt pozytywnym świetle. Faktycznie jest on osobą, którą mimowolnie traktujemy z pewnym podziwem. Znudzony cynik, patrzący na świat z pewnym dystansem i poczuciem wyższości, typ myśliciela i filozofa, cechujący się lodowatą mądrością, inteligencją i erudycją. Spokojny, zrównoważony, i wyrafinowany w swym okrucieństwie. Ale Woland to postać literacka, a więc wymyślona. Fikcja nie powinna się nam mieszać z rzeczywistością. Mimo to w „Mistrzu i Małgorzacie” (przy wszystkich zastrzeżeniach, że Woland, w przeciwieństwie do biblijnego Szatana, to postać fikcyjna) możemy znaleźć również wiele inspirujących wątków zbieżnych z biblijną demonologią. Pisał o tym między innymi ks. Dariusz Kowalczyk w artykule „Szatan na Patriarszych Prudach” (Życie Duchowe 40/2004).

Bułhakow jako motto swego dzieła wybrał cytat z „Fausta” Goethego: „Ja jestem tej siły cząstką drobną, co zawsze złego pragnie i zawsze czyni dobro”.

Mefistofeles w „Fauście” ma świadomość, że cokolwiek uczyni, i tak do Boga należy ostateczne słowo, a na dodatek potrafi On każde działanie sił zła przemienić w dobro.

Dlatego Bóg toleruje byt, którego istnienie paradoksalnie sprowadza się do „przeszkadzania” Stwórcy. Prorok Izajasz, aby pokazać, że Bóg sprawuje absolutną i suwerenną władzę nad wszelkim istnieniem, nie wahał się nawet napisać, że to Jahwe „stwarza zło” (Iz 45, 7), co może być dla czytelnika Biblii stwierdzeniem szokującym. Chodzi jednak o to, że nawet za złem, które Bóg dopuszcza, często kryje się zbawczy plan, w ramach którego dokonuje się zwycięstwo dobra i objawienie miłosierdzia.

Tragizm Szatana polega zaś na tym, że ma świadomość swej roli i swego miejsca w porządku świata, a jego nieokiełznana potrzeba zatracenia się w nikczemności, płynie z frustracji i chęci zagłuszenia poczucia ostatecznej klęski.

Wbrew pozorom, nie jest on wcale tak wszechpotężny, jak wydaje się bohaterom powieści, przytłoczonym jego mocą i przekonanym o jego nieograniczonych możliwościach. Okazuje się na przykład, że potężny Woland nie może uczynić nawet drobnego gestu miłosierdzia. Jego wielkie możliwości nie sięgają w sferę przebaczenia i łaski, ponieważ to nie jest jego „resort”. Dlatego to Małgorzata, będąc „tylko” człowiekiem, może uwolnić od udręki Friedę, a Mistrz wyzwolić Piłata.

Diabeł w „Mistrzu i Małgorzacie” nie jest ani wolny, ani wszechwładny, o czym świadczy choćby fakt, że podporządkowuje się rozkazom „z góry”, bo chyba nie ma wątpliwości, że „prośba” od Jeszui przekazana mu przez Mateusza Lewitę, to de facto rozkaz.

Nawet jeśli samemu wysłannikowi Szatan okazuje pogardę, jego stosunek do Jeszui jest już zupełnie inny. A przecież z wcześniejszej opowieści Wolanda wynikało, że za życia Jezus był po prostu wędrownym filozofem, głoszącym, że ludzie z natury są dobrzy i czynią zło, ponieważ bywają poranieni. Tymczasem teraz okazuje się, że Jeszua, przebywający w Światłości, może wydawać polecenia niemalże wszechwładnemu Władcy Ciemności.

Ogromna, prawie przytłaczająca potęga Diabła, blednie w konfrontacji z wolą i mocą Jeszui, który w scenie finałowej okazuje się jedynym Panem świata i ludzkich losów.

Czynione w nieco manichejskim duchu rozważania, w których Woland przedstawia siebie samego jako niezbędny element w świecie, będącym areną współistnienia zła i dobra, Mateusz Lewita kwituje słowami: „Nie zamierzam z tobą dyskutować, stary sofisto”.

Bo z Szatanem nie warto rozmawiać. Jest na tyle inteligentny i przebiegły, że w dyskusji zawsze wygra, co bynajmniej nie znaczy, że ma rację.

Możemy domniemywać, że jego „resort”, to Gniew Boży, kara i sprawiedliwość. Woland podczas swej krótkiej wizyty w Moskwie nie stoi za kulisami wszelkiego zła jako jego inspirator. On ujawnia zło już istniejące, tkwiące w systemie stalinowskiej Rosji i zarażające ludzi w nim żyjących. Sztuczki Wolanda i podległych mu demonów mają na celu zdemaskowanie obłudy, fałszu i zachłanności obywateli Związku Radzieckiego, którzy biorą łapówki, zdradzają żony, donoszą nawzajem na siebie, niszczą się, szpiegują i nie potrafią ze sobą żyć. Szatan demaskuje zło i eksponuje ludzkie słabości po to, aby je ośmieszyć i zdezawuować, a członkowie jego świty momentami wydają się być wręcz zaskoczeni i zniesmaczeni postępowaniem ludzi. Szatan nie poprzestaje jednak tylko na zdemaskowaniu, jak marną istotą jest człowiek sowiecki, ale również wymierza karę.

Właściwie możemy powiedzieć, że w kontekście diabolicznej sowieckości i antyreligii bolszewizmu Zły Duch jawi się w pewnym sensie jako wykonawca Woli Bożej i egzekutor boskiej sprawiedliwości.

Zdecydowana większość jego ofiar nie budzi naszej sympatii. W pułapki Szatana wpadają przede wszystkim wszelkiego rodzaju oszuści, donosiciele, aferzyści, łapówkarze, karierowicze i malwersanci. Woland karze ich występki, wykorzystując ich własne wady. Ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny, czekiści są bezradni wobec zjawisk nadprzyrodzonych, a dom dla pseudo-pisarzy, czerpiących profity z podlizywania się władzy oraz sklep dla uprzywilejowanych słusznie pochłania ogień.

Takie ujęcie roli Szatana bardzo przypomina funkcję, jaką pełni on w Starym Testamencie. O ile Nowy Testament przynosi nam obraz Szatana jako ucieleśnienia wszelkiego zła, którego głównym celem jest sprowadzenie człowieka na złą drogę, tak aby przestał on służyć Najwyższemu, o tyle Szatan w Starym Testamencie w pewnym sensie jest jeszcze aniołem w służbie Bożej sprawiedliwości. Hebrajskie słowo Szatan oznaczało pierwotnie przeciwnika oraz oskarżyciela w procesie sądowym (Ps 109, 6).

Niektórzy bibliści uważają, że Szatana w ST należy postrzegać jako niebiańskiego prokuratora, którego zadanie polegało na pilnowaniu, aby przestrzegano na Ziemi sprawiedliwości oraz szanowano prawo Boże.

Winnych miał on zaś obowiązek pociągać przed trybunał niebieski. Dlatego, oskarżając Jozuego w Księdze Zachariasza (Za 3, 1-3), wywiązywał się po prostu z powierzonego mu przez Boga obowiązku. W Księdze Hioba wykroczył on jednak poza swoje kompetencje, wyrażając osobiste przekonanie na temat ludzkości. Miał odmienne od Boga zdanie na temat przyczyn prawości Hioba (najlepszego z ludzi) i starał się wykazać, że postawa Hioba wynika wyłącznie z interesowności.

W ST Szatan nie kryje swojego sceptycyzmu w odniesieniu do istot ludzkich, a Jego stosunek do człowieka zawiera w sobie odcień pogardy.

Jest on przekonany, że gdyby tylko pobożnego Hioba spotkało nieszczęście, natychmiast zacząłby on złorzeczyć Bogu. Co więcej, nie poprzestaje na wyrażeniu swego sceptycyzmu, ale pragnie zdemaskować prawdę o ludzkiej naturze i udowodnić, że pobożność i sprawiedliwość to przymioty pozorne, uzależnione wyłącznie od życiowej pomyślności. Jako cynik i sceptyk nie wierzy, że nawet najlepszy z rodzaju ludzkiego jest zdolny do szczerej miłości, toteż gdyby wykazał, że ma rację, potwierdzona zostałaby generalna zasada, że każdy człowiek zainteresowany jest jedynie własnymi korzyściami. W rzeczywistości bowiem nie chodzi tu o Hioba, ale znacznie poważniejsze zagadnienie: czy ludzie zasługują na Bożą miłość.

Szatanowi zależy na tym, aby pokazać Bogu, że stworzenie człowieka było błędem.

Dlatego właśnie proponuje poddanie Hioba próbie. Musi jednak uzyskać na to zgodę Boga. Jak wiadomo z próby tej Hiob wyszedł zwycięsko. W przypadku mieszkańców Moskwy wystarczyło kilka kuglarskich sztuczek, aby ujawnić całą mizerię ludzkich słabości i grzechów. „Wy ludzie, jesteście żałośni. Będę was kusić batonikiem, a w sekundę sprzedacie Jezusa” – mówi Szatan w filmie „Suing the Devil” (2011). Niestety w wielu przypadkach jest to trafna diagnoza. Szatan w swojej niechęci do ludzi zatracił się jednak tak dalece, że przekroczył cienką linię i udowadnianie Bogu, jak bardzo ludzkość godna jest pogardy, stało się jego obsesją. Tak to przynajmniej ukazuje Biblia, która równocześnie głosi prawdę, że śmierć Jezusa na krzyżu przyniosła nam odkupienie, a uznanie Jezusa za Pana daje nam usprawiedliwienie, bo „któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał?” (Rz 8, 33).

Całą prawdę o Szatanie i towarzyszących mu demonach poznajemy dopiero na zakończenie powieści.

W „Mistrzu i Małgorzacie” Woland pojawił się w Moskwie ze świtą, której członkowie pełnią klasyczne funkcje tricksterów. Możemy odnieść wrażenie, że demony te świetnie się bawią podczas swych harców. Ich błazenady okazują się jednak tylko maską, przybraną na krótki czas. W finale odsłaniają swe prawdziwe oblicze i okazują się smutnymi, osamotnionymi i posępnymi istotami. Na przykład Korowiow-Fagot, poznany wcześniej jako prześmiewca i żartowniś, ujawnił się jako rycerz o obliczu, na którym nigdy nie zagościł uśmiech, pokutujący za niestosowny dowcip o Świetle i Ciemności. Sam Woland zaś, gdy zrzucił ludzki kostium, stał się bliżej nieokreśloną, czarną postacią.

Szatana Bułhakowa cechuje bezgraniczna samotność, która jest istotą Piekła.

Wypowiada on w pewnym momencie słowa: „Sam, sam, ja zawsze jestem sam”. Mimo towarzyszącej mu świty, on – uczestnik wielu rozmów i wydarzeń, znający osobiście wielu ludzi różnych epok i czasów (chociażby Kanta, z którym jadał śniadanie) – zawsze jest sam. Nawet podczas balu wydanego na jego cześć. Kardynał Ratzinger (jeszcze zanim został Benedyktem XVI) pisał, że Szatana można nazwać nie-osobą (Un-Person), rozpadem, rozkładem osobowości, ponieważ nie jest zdolny do wejścia w rzeczywiste relacje z kimś drugim, a zatem nie posiada tego, co stanowi istotę bytu osobowego. Niezdolny do tworzenia relacji i będący ich zaprzeczeniem, nieustannie zapada się w czarnej otchłani samego siebie. W „Tragicznych dziejach Doktora Fausta” Christophera Marlowe’a Mefistofeles wyjaśnia: „Tu jest piekło i jam zeń nie wyszedł”, ponieważ nie jest to jakieś określone miejsce. „Gdzie my tam piekło” – mówi zły duch. Szatan może podróżować po świecie, bywać w różnych miejscach i krajach, a zarazem przez cały czas pozostaje w Piekle, skazany na wieczną samotność.

Roman Zając