Trudne sprawy i ciężkie tematy

Współczesny świat mocno zamyka się na cierpienie i śmierć, które spotkać można tylko w filmach i grach, natomiast w życiu codziennym nie mają prawa się pojawić. Dzieci są odgradzane od cierpienia jeszcze mocniej niż my, i nie piszę o znieczuleniach u dentysty, ale np. o izolowaniu ich od chorych osób. Czy takie trzymanie pod kloszem jest odpowiednie?

Książka „Dziadek Franek” Pawła Grabowskiego porusza właśnie temat ciężkiej choroby i śmierci. Bohaterem jest nie tyle tytułowy dziadek Franek, co cała rodzina – jego córka, jej mąż i dwójka dzieci: starsza Grusia i młodszy Antek. Narratorem jest właśnie ten ostatni – bystry siedmiolatek, bardzo zżyty z dziadkiem. Na początku, gdy przedstawia nam rodzinę i codzienne rytuały życia codziennego cała sytuacja jawi się dość popularnie. Wszyscy razem spędzają czas, czasem się pojawią drobne złośliwości, ale każdy się kocha na swój sposób – dokładnie tak jak w naszych rodzinach, gdzie nigdy nie jest sielankowo, ale jest dobrze jak jest.

Gdy pojawia się cierpienie…

Później pojawia się choroba dziadka Franka i cały świat Antka zostaje wywrócony do góry nogami – nie ma majsterkowania ani wyścigów z dziadkiem. Pojawiają się niepewność i pierwsze próby zrozumienia – najpierw w głowie chłopaka a później w rozmowie z jego siostrą. Co mnie urzekło? Że rodzice na początku rzeczywiście robią to o czym wspominałam na początku – separują dzieci od sytuacji. Mówią o niej powierzchownie, później rozmawiają o niej, gdy dzieci są w innym pokoju, potem się zastanawiają czy dzieci nie są za małe by znać prawdę albo czy wybrać się z wizytą do tak słabego dziadka. Taka prawdziwość postaci sprawia, że czuję, że ta historia wydarza się naprawdę.

Wątpliwości rodziców są zrozumiałe, książka zresztą pokazuje jak pomału wdrażać dziecko w sytuację. Nie podamy przecież dziecku wszystkich ciężkich racji w czasie jednej rozmowy, pewne rzeczy powinny zostać dla dorosłych (dawkowanie leków, utrzymanie diety, organizacja), warto opowiedzieć dziecku podstawowe informacje, a później wsłuchać się w jego wątpliwości i pytania, by nie poznawało szkolnych mitów na dany temat.

Zresztą Paweł Grabowski w „Dziadku Franku” nie podaje gotowych recept jak wprowadzać dziecko w odchodzenie kogoś bliskiego. Wskazuje tylko, że obecność dzieci w takich sytuacjach jest z korzyścią zarówno dla nich jak i dla osób cierpiących. Książka jest przeznaczona dla czytelnika w każdym wieku. Starsi mogą spojrzeć na tak ważne sprawy jak przemijanie i śmierć oczami dziecka, młodsi są w stanie zrozumieć, że pewne rzeczy są nieuniknione i spróbować się z nimi zmierzyć.

Jak spędzić czas przed TYM dniem?

Pomimo trudnej tematyki „Dziadek Franek” Pawła Grabowskiego nie jest książką „o umieraniu”, a raczej „o życiu w chorobowej sytuacji”. Owszem, każda kartka kipi od emocji, tych napisanych i tych skrytych między wersami. I myślę, że raczej nikogo nie pozostawi obojętnym wobec opisywanej historii. Szczególnie tych, którzy w swojej rodzinie doświadczyli bliskich ostatecznych pożegnań. Jednak nie przygniata swoim ciężarem, w sposób ciepły opowiada o przywiązaniu i relacjach rodzinnych. O tym, że może zmienia się wiele, w tym role członków rodziny, ale bohaterowie pozostają rodziną i są w danej sytuacji razem.

Tym samym „Dziadek Franek” zwraca uwagę na bardzo ważną sprawę, a mianowicie by nie dopuścić do zerwania relacji między pokoleniami, by wnukowie nie bali się i nie brzydzili się chorych dziadków, by dziadkowie mogli cieszyć się spotkaniami z nimi, niezależnie od sytuacji chorobowej. Paweł Grabowski opisał właśnie taką kochającą i wspierającą się rodzinę, która zdecydowanie może być podawana za wzór. Wszyscy włączają się w opiekę nad dziadkiem, dzielą się swoimi emocjami, otwarcie ze sobą rozmawiają.

Zawsze warto rozmawiać

I tak przechodzę do nie mniej ważnej rzeczy, którą ukazuje „Dziadek Franek” Pawła Grabowskiego – by zawsze znaleźć czas na rozmowę z dzieckiem o trudnych sprawach, aby ukierunkować jego emocje i razem spróbować nazwać to co do tej pory pozostawało przemilczane. Autor pokazuje, że warto dzielić nie tylko radości życia, ale także smutki. Co więcej, taka obecność zarówno przy dziecku jak i przy osobie cierpiącej nie będzie wtedy nikomu przeszkadzać, a wręcz przeciwnie. Dziecko będzie mogło się rozwinąć, dojrzeć, spędzić szczerze czas z kimś kogo kocha, a i dla osoby umierającej tak spędzony czas będzie niezwykle ważny i cenny.

Mi pozostaje tak domniemywać, gdy żegnałam się ze swoim dziadkiem nie był już w stanie mi odpowiadać. Natomiast piękny pod tym względem wstęp napisał sam autor „Dziadka Franka”, który jest specjalistą medycyny paliatywnej i założycielem Fundacji Hospicjum Proroka Eliasza. Opisuje prawdziwe sytuacje z Hospicjum, gdzie osoby cierpiące właśnie przy wnukach zbierają się, by spojrzeć, by się uśmiechnąć i by odejść z pewnego rodzaju spokojem.

„Dziadek Franek” dla każdego

„Dziadek Franek” Pawła Grabowskiego emanuje właśnie takim spokojem, również dzięki wspaniałym ilustracjom Kasi Kołodziej. Jak wspominałam, nie daje gotowych rad i recept, wskazuje tylko pewne sytuacje i zachowania. I już subiektywnie mogę dodać, że jest po prostu dobra. Z pewnością jej wspólne czytanie może stać się dobrym pretekstem do rozmowy o stracie i opiece nad chorymi, ponieważ „Dziadek Franek” jednoznacznie wskazuje, że przemijanie i spotkanie ze śmiercią są wpisane w ludzkie życie i że śmierć nie jest tu najważniejsza. Ważne są wszystkie chwile przed nią oraz pamięć po niej. I co równie ważne, że nie powinna być tematem tabu, przed którym należałoby chronić dzieci.

Z pewnością inaczej tę książkę odbiorą dorośli a inaczej dzieci i nastolatkowie wychowani w zupełnie innej rzeczywistości, w której życie niestety zamyka się w świecie wirtualnym a nie rzeczywistym. Jednak po rozmowie z moim nastoletnim siostrzeńcem pozostaje mi nadzieja, że lektura „Dziadka Franka” Pawła Grabowskiego da wszystkim szansę na realne przeżywanie sytuacji dnia codziennego i większą otwartość na mniej wygodne tematy.

Katarzyna Ragan

Dobroci.pl sklep – Stacja7

0