W naszych nudnych, w miarę stabilnych czasach kochamy wyzwania. Szukamy dreszczyku emocji, bo chcemy urozmaicić monotonną egzystencję.

Uprawiamy sporty ekstremalne, by sprawdzić swą wytrzymałość, gramy w gry komputerowe, bo chcemy być niezwyciężonymi herosami. Coraz popularniejsze stają się także escape roomy, w których musimy rozwikłać różne zagadki, by uciec z pomieszczenia.

Zabawa, wymyślona jako wirtualna gra, a potem przeniesiona do świata realnego, polega na udowodnieniu swojej zaradności, bo trzeba wykazać się pomysłowością i spostrzegawczością. Gdy więc wydostajemy się z pułapki przed upływem wyznaczonego czasu, jesteśmy przekonani o swojej wspaniałości, dumni ze sprytu i inteligencji, upaja nas zwycięstwo. W przypadku klęski nie ma żadnych przykrych konsekwencji, oprócz zranionego ego, bo w końcu ktoś nas uwolni, otworzy drzwi i wrócimy do normalności.

Sytuacja wygląda inaczej, gdy zostaniemy zamknięci w labiryncie bez naszej zgody, tak jak Józef K.

Bohater Procesu Franza Kafki wiódł spokojne, uporządkowane życie urzędnika bankowego i nawet nie przypuszczał, że pewnego dnia nieznana siła zafunduje mu koszmarne wyzwanie. Po prostu w swoje trzydzieste urodziny obudził się w przerażającej grze, której zasad nikt nie chciał, a może nie mógł, wytłumaczyć. Józef K. dowiedział się tylko, że został aresztowany, więc początkowo traktuje incydent jako zabawę, może pomyłkę, z czasem jednak uświadamia sobie powagę sytuacji, podejrzewa spisek przeciwko niemu, próbuje się bronić, udowadnia swą niewinność. Nie wie, na czym polega jego przestępstwo, kto go obwinia, kiedy rozpocznie się przesłuchanie. Zagadki się mnożą i dotarcie do wiedzy, ustalenie powodu oskarżenia staje się obsesją Józefa K., ponieważ ma ułatwić powrót do poprzedniego wygodnego życia.

By odnaleźć prawdę o swojej winie, bohater rozpoczyna długą wędrówkę krętymi schodami, po zakurzonych, dusznych poddaszach kamienic, gdzie znajdowały się instytucje zagadkowego, ale wszechmocnego Sądu.

Szukając pomocy odwiedza kolejne wtajemniczone postaci – od adwokata Hulda, przez malarza Titorellego, po więziennego kapelana, ale paradoksalnie im więcej słyszy wyjaśnień i wskazówek, tym mniej rozumie, stopniowo zdaje sobie za to sprawę, że cały jego świat jest labiryntem, w którym się zagubił, bo, jak twierdzi Titorelli, wszystko przecież należy do sądu. Przypomina o tym także ciemna katedra, w której ksiądz opowiada wieloznaczną przypowieść o odźwiernym. Józef K., wyobcowany i zrozpaczony, próbuje zrozumieć przestrogę kapelana, uchwycić sens ludzkiej egzystencji i problem winy, szuka odpowiedzi, ale Prawda jest nieuchwytna, a Tajemnica nieprzenikniona.

Proces stał się najważniejszym wyzwaniem w życiu oskarżonego, z którym musiał zmierzyć się sam, pozbawiony wszelkiego wsparcia.

Józef K. w końcu zrozumiał, że z labiryntu nie ma ucieczki, nie da się oszukać tajemniczego Sądu, nie pomoże upór, inteligencja, spryt, by znaleźć klucz, nikt nie otworzy drzwi, jedyne co można zrobić, to z godnością przyjąć wyrok. Bohater zaakceptował fakt, że jest winny, bo winą jest samo istnienie, pokornie przyjął śmierć – nieuchronny element ludzkiej egzystencji. I paradoksalnie uświadomienie sobie tragizmu ludzkiego losu może być jedyną możliwą formą ucieczki z więzienia.

Przypadek Józefa K. – everymana, bohatera uniwersalnego, typowego – nie jest wyjątkowy, każdy z nas jest nim, bo codziennie błądzimy w labiryncie, którym jest cały świat, a nasze życie jest szukaniem odpowiedzi na najważniejsze i najtrudniejsze pytania.

Czy któreś wyzwanie może równać się z tym najbardziej skomplikowanym, jakim jest próba wzniesienia się ponad swoje ograniczenia i uzyskania świadomości? Czy faktycznie potrzebujemy adrenaliny w escape roomie, skoro możemy zmierzyć się z zagadką Absolutu?

Ilona Wilk

 

Projekt dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Dobroci.pl

0