Każde pokolenie ma swojego Taco Hemingwaya / Sokoła / Kazika Staszewskiego / Kombi / … – tutaj wpiszcie sobie, co uważacie za stosowne. Nie zamierzam twierdzić, że wiem kogo słuchacie. Kiedy spytałem o to dziesięcioletnią córkę, to puściła mi coś o lamie w moim pokoju i wolałem tego nie drążyć. Naprawdę nie.

Każdy osobnik jak Taco/Sokół… (prócz tej pomylonej od lamy) spełnia określone zadanie. Mówi coś, co jest dla danego pokolenia ważne. Różewicz był właśnie takim kimś. Mówił to, co czuło pokolenie. Bo miał z tym pokoleniem wspólne doświadczenia, które zawarł (jak to się pięknie mówi) w wierszu „Ocalony”.

Jedno ostrzeżenie. Z Różewiczem trzeba uważać, bo on jest bardzo lakoniczny. Pisze krótko, ale ma przemyślaną nie tylko każdą linijkę lecz każde słowo. On te słowa naprawdę z aptekarską dokładnością ważył. Wyobraźmy sobie to tak, że poeta z każdą linijką lub zwrotką wysyła nam jednego sms-a. Zacznijmy od pierwszego:

„Mam dwadzieścia cztery lata
ocalałem
prowadzony na rzeź.”

Dużo się wydarzyło prawda? Dowiadujemy się, ile lat ma podmiot liryczny, że zdążył już otrzeć się o śmierć i od czego go ocalono. Od rzezi. To „prowadzony” nasuwa skojarzenia ze zwierzętami hodowlanymi, czyż nie? Zresztą nie trzeba się domyślać, bo zaraz pada dobitne: „Człowieka tak się zabija jak zwierzę”. Jeśli by ktoś miał wątpliwości, czy to prawda, to zaraz przeczyta krótką i dosadną linijkę. Linijkę na jedno słowo: „Widziałem”.

Miał na co patrzeć. Przez 6 lat wojny swoje życie straciło 6 milionów polskich obywateli, w tym niemal wszyscy, których Adolf Hitler ze swoimi koleżkami uznał za Żydów. Po takim czymś można stać się mało rozmownym. I to właśnie przydarzyło się Różewiczowi. Kiedy pisze:

„widziałem:
furgony porąbanych ludzi
którzy nie zostaną zbawieni.”

to brzmi trochę jak księgowy, bo kto inny może liczyć ludzi na furgony? Jednak to nie był jego pomysł. To naziści traktowali Polaków i wiele innych narodów właśnie jako logistyczne wyzwanie. Powinno nas (Was?) jeszcze jedno sformułowanie w tej zwrotce zainteresować: „którzy nie zostaną zbawieni”. Dlaczego ofiara miałaby stracić prawo do zbawienia? Żeby to zrozumieć trzeba wiedzieć, że żydowska wiara i obyczaj uznają, że szczątki ludzkie muszą czekać na przyjście Mesjasza i Dzień Sądu. Ludzie porąbani na kawałki, spaleni, zmieleni, a tak właśnie traktowali ich hitlerowcy, wg tradycji żydowskiej nie mogą doczekać Dnia Sądu. Ich śmierć więc staje się śmiercią podwójną, wieczystą. Może dlatego właśnie podmiot liryczny zwątpił we wszystko, czego go dotąd uczono:

„Pojęcia są tylko wyrazami:
cnota i występek|
prawda i kłamstwo
piękno i brzydota
męstwo i tchórzostwo.”

Nie wyobrażam sobie większej grozy, a Wy?

I co dalej? Czy on się poddaje, rezygnuje? Niekoniecznie. Przyznaje, że szuka „nauczyciela i mistrza”. Czego od niego chce? Prosi między innymi: „niech oddzieli światło od ciemności.” Kto kojarzy biblijny opis stworzenia świata przez Boga, bez trudu domyśli się, kogo szuka podmiot liryczny. Nie wiemy czy mu się udało, nie wiemy, czy Go znalazł. On nas z tym zostawia, tak jak jego pokolenie zostało z przeżyciami wojennymi.

Wwwirgiliusz autor bloga http://ojciecwwwirgiliusz.pl