Czy „Straszna książka” jest straszna?

„Straszna książka” ojca Adama Szustaka jest faktycznie strasznie… trudna do czytania. Wymaga skupienia i składania do głębokich przemyśleń. Ponadto trzeba się do lektury odpowiednio przygotować, lepiej mieć pod ręką Stary Testament jak i Apokalipsę wg św. Jana, a co najważniejsze otwartą głowę i serce. W takim razie czy warto brać się za lekturę? Jak najbardziej!

Dla mnie niesamowite było odczytywanie z kart książki znaków i symboli, których wcześniej nie rozumiałam, a które odnoszą się nie tylko do dalekiej przeszłości, ale dotyczą naszego świata, naszego współczesnego życia i naszych wyborów. Byłam lekko zaskoczona, że Stary Testament wcale tak daleko nie odbiega od Nowego, a wszystkie prorocze wizje były i są aktualne i skierowane są do każdego z nas indywidualnie. Przez nie Bóg przekazuje nam prawdę, z którą należy się zmierzyć w Miłosierdzie Boże.

To tak w skrócie – postaram się jeszcze odpowiedzieć na kilka innych pytań, jednak jeśli wystarcza Ci powyższa opinia od razu sięgaj po „Straszną książkę”. Na pewno nie pożałujesz.

Czy warto ją czytać po obejrzeniu „Strasznych rekolekcji”?

Nikt nawet nie stara się ukryć, że „Straszna książka” powstała na podstawie „Strasznych rekolekcji” ojca Adama Szustaka realizowanych we współpracy z portalem Stacja7.pl. Czy warto, więc sięgać po książkę, skoro wysłuchało się rekolekcji? Myślę, że tak. Z kilku powodów, ale przede wszystkim dlatego, że to są takie treści do których warto wracać. Pozaznaczać tę straszną książkę, powracać tam, gdzie nas coś bardzo zdziwiło lub zafascynowało, odnieść się do Pisma Świętego, przetrawić i wrócić…

Sama nie wysłuchałam „Strasznych rekolekcji” w całości, jestem też bardziej wzrokowcem, więc dla mnie w ogóle „Straszna książka” jest rewelacyjną okazją, by usiąść na spokojnie i zapoznać się z tym co ojciec Szustak ma do przekazania. Dodatkowo – jak dla mnie – bardzo cenne są uwagi księdza Marcina Kowalskiego, który jako biblista szuka źródeł i zaprasza do egzegezy poszukując ukrytych znaczeń. Zdarza się nawet, że ma inne zdanie niż ojciec Szustak, przedstawia pewne wizje czy symbole z innej perspektywy co jest niesamowicie ubogacające! Zmusza nas tym samym do własnych poszukiwań, doczytywań i analizy.

Czyli nie jesteśmy już dłużej traktowani jak małe dzieci, które nic nie mogą, są karmione i przewijane, ale jak (też dzieci, a co!) osoby, które – z odpowiednim przewodnictwem –  są w stanie wykonać ten własny, indywidualny wysiłek i poznawać samemu tajemnice wiary.

Po co poznawać najstraszniejsze wizje, proroctwa i całą resztę?

Ogień i straszne kły na okładce, wyobrażenia wielookich zwierząt, jeźdźców apokalipscy i tych wszystkich strasznych i dziwnych rzeczy… Po co w ogóle się tym zajmować? Czy nie wystarczy, że popsuła się pogoda? Póki co i tak nie jest najgorzej, co było nas nie dotyczy a przyszłość dopiero przed nami…

Ha! Nie do końca tak jest! A tak czy inaczej musicie przyznać mi rację – informacja jest na wagę złota, nieznajomość zawsze szkodzi a szkolimy się wszyscy non stop, bo wiedza to potęgi klucz. Czy w takim razie nie dobrze by było poznać również niezrozumiałe symbole i wizje? Strach i niewiedzę przekuć w zrozumienie i oczekiwanie?

Szczerze, moje początkowe zainteresowanie „Straszną książką” Szustaka wzięło się z ciekawości. Czytałam Pismo Święte, ale nigdy nie rozumiałam wiele jej fragmentów, które wydawały się zbyt trudne, bądź abstrakcyjne. Dość szybko jednak ciekawość zmieniła się w poważną refleksję, ponieważ kolejne rozdziały pomagały mi lepiej rozumieć i bardziej wgłębić się w to co, niestety, znamy tylko powierzchownie i hasłowo.

Wiele daje to z czego słynie ojciec Szustak – objaśnienie kontekstu kulturowego oraz rozkładanie na części znaczenia słów użytych w danym fragmencie. I wtedy coś, co jest kompletnie niezrozumiałe dla laika wydaje się oczywiste. Oczywiste, nie znaczy, że od razu prostsze –  wiele tematów wciąż ciężko sobie w głowie poukładać (dlatego warto poświęcić „Strasznej książce” więcej czasu i/albo do niej wracać). Zresztą jakby nie patrzeć – właśnie taka szalona jest ta nasza religia. Bóg umiera na krzyżu z miłości do nas i po trzech dniach Zmartwychwstaje!

Wracając do „Strasznej książki” ojca Adama Szustaka – wielkim plusem jest to, że wszystko jest tłumaczone w sposób bardzo konkretny, prostym językiem, a czytanie nie dłuży się (chociaż w jeden wieczór jej nie przeczytasz, a jeśli zechcesz wgłębić się w treść może to zająć nawet trzy miesiące!). Czy nie lepiej poświęcić tego czasu np. na przeczytanie Pisma Świętego?

Czy nie lepiej przeczytać Pismo Święte?

Pewnie! Czytanie Pisma Świętego to zawsze świetny pomysł. Jednak tak jak już wspomniałam – wiele rzeczy może nam się wydawać wtedy niejasne. A w dość prosty sposób można połączyć czytanie „Strasznej książki” i Pisma Świętego, gdyż ojciec Szustak przygotował nawet sigla, więc wiemy gdzie sięgać w poszukiwaniu źródła.

„Straszna książka” to proste obrazy i uzasadnienia, przemyślane interpretacje (chociaż ojciec zaznacza, że nie jedyne!), a co najważniejsze myśli mocno zakorzenione w nauce Kościoła. Nie ma tam mądrzenia się, budowania skomplikowanych przykładów, nie ma też straszenia i grożenia. Zarówno ojciec Szustak jak i ksiądz Kowalski wskazują kierunek i zachęcają do podejmowania własnych działań i poszukiwań. „Straszna książka” jest pozornie prostota, a mimo to zmuszająca do myślenia. Można przy niej się modlić, medytować nad tekstem biblijnym, zagłębiać się w sens Słowa.

,,Straszna książka” to zdecydowanie fantastyczna pozycja dla każdego kto chce lepiej zrozumieć Pismo Święte, a niekoniecznie czuje się na siłach by wczytywać się w naukowe i mocno teologiczne książki i opracowania. Ta konkretna treść nie tylko może być pomocna przy poznawaniu Pisma Świętego i wzbogacaniu wiedzy religijnej, ale także może pewnego rodzaju rekolekcjami, ponieważ bardzo mocno odwołuje się do współczesności. Zarówno ojciec Adam Szustak, jak i ksiądz Marcin Kowalski zaznaczają, że te wszystkie „straszne rzeczy” nie odnoszą się do przeszłości lub przyszłości a dzieją się właśnie teraz. Dają rady jak można obecnie umiejscawiać proroctwa oraz opisują ścisłą symbiozę pomiędzy rzeczywistościami. Dzięki tym fragmentom można na nowo odkryć, ze świat niebiański nie jest żadną metaforą, ale realną rzeczywistością.

A czy są obrazki?

Zdecydowanie tak! I to jakie! Przyjemność czytania jest nieporównywalnie większa dzięki genialnej szacie graficznej. Jeśli nie wierzysz, sięgnij do innego wpisu na blogu opisującego dzieła sztuki, których nie spodziewasz się w „Strasznej książce”! Gdy litery zmęczą oczy – będziesz mógł złapać oddech na naprawdę pięknych grafikach. Tu pozwolę sobie tylko wspomnieć kilka cenionych nazwisk: Zdzisław Beksiński, Hieronymus Bosch, Jan van Eyck, Gustav Klimt, Rembrandt, Pieter Bruegel Starszy, Vincent van Gogh czy Henri Rousseau. I to wciąż nie wszyscy!

Naprawdę już dawno nie widziałam książki z tak niesamowicie dobranymi ilustracjami, pięknymi grafikami, które cieszą oczy i pasują do tekstu. Naprawdę, „Straszną książkę” można kartkować pół dnia. Grafiki są wyraźnie, dobrze jakościowo wydrukowane, można je oglądać i podziwiać. Najczęściej zajmują jedną stronę, czasem pojawia się na nich fragment tekstu z książki. Wszystko to naprawdę wygląda świetnie.

Skoro już była mowa o pozostałych wpisach, jeśli chcesz jeszcze poczytać o „Strasznej książce” Szustaka to na naszym blogu możesz poznać 5 powodów dla których warto sięgnąć po tę książkę. A jeśli wciąż się zastanawiasz wysłuchaj fragmentu czytanego przez Marcina Kwaśnego – myślę, że to już Cię przekona w 100%!

Osobiście z czystym sumieniem mogę polecić ten obszerny i świetnie przygotowany przewodnik po symbolach Apokalipsy. Każdy rozdział poświęcony jest jednemu symbolowi, bądź wizji, więc nic się nie miesza, na spokojnie można przebrnąć przez każdą wskazówkę, a co więcej okraszony jest komentarzem biblisty, ks. Marcina Kowalskiego. Czego więcej chcieć? Kocyk, herbatka, Pismo Święte i można się brać za „Straszną książkę”!

Katarzyna Ragan


Polecane produkty

0